Tatrzańskie widokówki.

Czerwiec 4, 2015

Wczoraj miałem przyjemność fotografować plener Wioli i Wojtka, przy okazji którego zrobiłem kilkadziesiąt luźnych widoczków zarówno z Kasprowego Wierchu, a także ze szlaku do Zielonego Stawu, a następnie ze szlaku do Kuźnic. A oto i one:




 

Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że w zimę, a do tego po opadach śniegu jeździ się na rowerze to popukałbym się w czoło. Zima i śnieg to tylko narty !!! Tak było do ostatniej zimy. Latem wciągnęły mnie rowery i okazało się, że jeśli narty to tylko sport zimowy, to jazda na rowerze jest zdecydowanie sportem całorocznym. Wczoraj po nocnych opadach śniegu musiałem w pewnej sytuacji znaleźć jakiś środek transportu inny niż samochód. Miałem kilka wyjść awaryjnych, ale praktycznie od początku zdecydowany byłem na rower. Do przejechania miałem 5 km, a przejechałem 24 km ciesząc się przy tym jak dziecko. Kiedy na jezdni był lód, jechałem nieodśnieżonym chodnikiem, kiedy nie było chodnika, a jezdnia była mokra jechałem po niej i to była największa niedogodność, bo nie mam w rowerze błotników i woda z pod kół robiła mi prysznic, z pod przedniego na kurtkę, twarz i kas, a z tylnego na tyłek i plecy. Mając pochlapaną twarz przekonałem się, że drogi sypią solą. No i to były jedyne minusy przejażdżki. Kiedy zjeżdżałem z jezdni na polne drogi, do lasu świat od razu stawał się piękniejszy, śnieg pod kołami, czysto, biało, spokojnie i super przyjemnie. Radość z jazdy i jednym słowem sielanka. Nigdzie mi się nie spieszyło, nie miałem presji na prędkość, czas, jechałem sobie rekreacyjnie ciesząc się, że jestem tu i teraz, a przy okazji mając w kieszeni aparat zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć miejsc przez które jechałem… i sobie w tych miejscach. Tak więc zobaczcie jak wygląda moje zimowe rowerowanie.

Na początek zalew w Cedzynie.

Ooo już widać dom, ale jak się okaże droga do domu była trochę naokoło.

I to jest to, wjeżdżam w las na drogę pożarową między Cedzyną a Sukowem.

Jak się okazało inni też tą drogą jeździli.

Objeżdżam piaskownię w Sukowie, a zza chmur nieśmiało zaczyna wyglądać słońce.

Powrót do domu no i znowu jazda pod prysznicem.

Dom coraz bliżej, tylko że od innej strony niż poprzednio.

Nareszcie znowu po śniegu.

Jest selfie i jest radocha.

Jeszcze tylko pod górkę, potem z górki i w domu. A słońce coraz niżej i coraz cieplejsze barwy światła. Miałem już nie robić zdjęć, ale nie da się, jest pięknie.

Wracam kiedy już księżyc jest na niebie.

150131_IMG_1012_rower

 

 

  1. marboru posted the following on 1 lutego 2015 at 12:19.

    Marcin, super wyprawa – super fotki.

  2. Marcin Kowalczyk posted the following on 4 lutego 2015 at 22:15.

    Dzięki Mariusz, w sumie to był spontaniczny wypad i nie do końca planowany, a wszystko wyszło super.

WordPress Loves AJAX