Mały człowiek i morze.
Lipiec 14, 2010W końcu udało się po kliku dobrych latach wrócić nad Bałtyk, ale tym razem już we trójkę, czyli ja, Gosia i Bartuś. Wybór jak zwykle padł na Władysławowo-Chłapowo, które znamy już jak własną kieszeń. Wybraliśmy się pod koniec czerwca w trakcie mojego sezonu ślubnego, a jeszcze przed sezonem, tak żeby troche odpocząć i pobyć po prostu razem. I udało się !!! No może poza odpoczynkiem, bo po całodziennym siedzeniu na plaży i kilkukilometrowych spacerach, zabawach i gonitwach za Bartkiem padaliśmy ze zmęczenia. Ale w sumie o to chodziło !!! Tak więc po prawie 10-godzinnej podrózy (ach, te nasze kochane drogi, niedzielni kierowcy, kierowcy PKS, którzy są mistrzami eco-drivingu i mistrzami tworzenia korków, itp. ) zobaczyliśmy nasze długo wyczekiwane morze, plaże, a przede wszystkim perpektywę nic nie robienia przez 9 dni. Do tego trafiliśmy na naprawdę fajną pogodę, ponieważ przez cały pobyt świeciło słońce, choć przez pierwsze dni było chłodno. Wszędzie jeszcze praktycznie pustki, wszędzie trwały ostatnie przygotowania do sezonu i wszędzie sielnakowa, bardzo spokojna i rodzinna atmosfera. Zwłaszcza rodzinna, bo praktycznie 80% osób, to były rodziny z małymi dziećmi, a wśród nich i my. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie zabrał ze sobą aparatu, który jednak ogołociłem ze wszelkich możliwych dodatków typu gripy, dodatkowe aku. Nie wziąłem ze sobą też garści obiektywów, a jedynie wyjąłem z szafy trochę zakurzony i zapomniany, dość uniwersalny spacer-zoom 24-105/4L no i ukochaną 85/1.2 L. Miałem ochotę zrobić jakąś plażową sesję plenerową Młodej Parze, ale w końcu nie pojechałem tam do pracy, tylko dla odpoczynku i dla rodziny. A zdjęcia które zrobiłem, to takie luźne, bezstresowe, wakacyjne pstrykanie, głównie Bartka. Dlatego też poniżej jest trochę wybranych, moich ulubionych zdjęć z pobytu nad morzem, głównie przedstawiających Bartka, choć i Gosia i ja czasem załapaliśmy się z Bartkiem w kadrze. Tak więc zapraszam do oglądania.
jedna z ulubionych zabaw Bartusia nazwana przez niego nie wiadomo czemu „Tlitta, tlitta”,
widok z plaży w Chłapowie na Rozewie,
Bartuś musiał spróbować każdego „joja” (loda),
Bartuś mówił, że ten po lewej to Dziadzia,
Nie dało się przejść obok tych samochodów, helikopterów, itp. Bartek wyjeździł całe Władysławowo,
ulubiona zabawka Bartusia to „kakoj” (traktor),
zbieranie kamieni i rzucanie nimi to jedno z ulubionych plażowych zajęć Bartka, „kam” = kamień,
w Jastrzębiej Górze, Bartuś zgonił sprzedawczynię z krzesła i sam się na nie wdrapał i wygodnie rozsiadł,
czekamy na ryby, a przy okazji zabawa w „akuku”,
tym razem zachód słońca z klifu w Jastzebiej Górze,
Bartuś sprawdza, czy krokodyl zjadł już wszystko, i tak sprawdzał codziennie,
a tu „fofa”, która boi się „jaju”, bo w „jaju” są „bzibzia”, czyli foka w fokarium w Helu, która wg. Bartka boi się lasu, bo w lesie są drzewa,
a to moje naj, naj, najbardziej ulubione zdjęcie,
Bartuś świetnie radził sobie w tłumie na chodnikach,
no i wielka radość przy „fofamie” (fontannie),
takie kółko zostało popsute w domu, więc kupiliśmy mu drugie, radość w oczach Bartusia BEZCENNA !!!, a przy tym masę szaleństwa, gonitw i zabawy,
tata chciał zrobić Bartusiowi zamek z piasku, robił kilka minut, a Bartuś z wielkim zachwytem zburzył to w kilkanaście sekund,
takie zdjęcia to rzadkość w wykonaniu Bartusia, czyli Bartuś na rękach albo za rękę, dosłownie „białe kruki”,
klika nadmorskich słówek z języka Bartka: morze – moe, plaża – pała, fala – fała, woda – wowa,
podniebne kontrasty,
no i to w czym Bartek jest mistrzem, czyli kręcenie wszystkim, czyli „dija, dija” i „moa, moa”,
Jakież było moje zdziwienie kiedy poprosiłem Bartka, żeby siadł na tym konarze, a on podszedł i siadł. Co prawda za drugim razem trafił, bo za pierwszym przyziemił na piasku.
To tez jest fajna zabawa rzucaniem „kamem” w „fałe”,
smyk na tych stópkach przebiegał dziennie 3-4 kilomtry,
no i następna frajda dla Bartka, jazda na „bamamama”, czyli na barana,
no i czas się niestety pożeganać,


























































