Archive for the ‘portret’ Category

Zgodnie z zapowiedzią, po wczorajszej sesji narzeczeńskiej, dzisiaj obszerny wpis ze ślubu, wesela oraz pleneru Izy i Przemka. Co tu dużo pisać, Para kapitalna, goście świetni, więc mogło być tylko dobrze. I było, a jak było można zobaczyć poniżej.

izprzstart

Tak wyglądały ślub i wesele, a kilkanaście dni później wybraliśmy się na plener. Rozpoczął się on od sielankowego miejsca, które bardzo lubię i gdzie nie było przeproś i Iza z Przemkiem niczym kozice górskie musieli wspinać się na urwisko skalne. Następnie dwa inne miejsca bardzo rzadko przeze mnie odwiedzane, gdzie zaczekaliśmy na zachód słońca, a następnie finał, gdzie już praktycznie nocą zrobiliśmy kilka zdjęć na głównym deptaku Kielc. Powiem szczerze, że po kilku latach przerwy drugi raz tam robiłem zdjęcia plenerowe i okazało się, że nawet nieźle oświetlona jest „Sienkiewka”, co pozwoliło robić zdjęcia bez użycia lampy błyskowej, której nota bene nienawidzę używać.

 

Nadszedł w końcu taki czas, że trzeba wymienić dowody osobiste, a jak trzeba wymienić, to trzeba też zrobić nowe zdjęcia do nich, bo na starym byłem jeszcze „piękny i młody”, a teraz z tego to tylko samo „i” zostało, więc mogę być na nim trochę jakby nieaktualny. Co innego Gosia. Nie wiem co ona robi, ale im starsza tym piękniejsza. A jak piękniejsza, to też przecież warto zmienić zdjęcie w dowodzie. Tak więc pozostał jedynie wybór, czy pójdziemy na łatwiznę i powierzymy się w sumie za 40 zł za 8 zdjęć profesjonaliście w budce w urzędzie, czy zrobimy sobie sami za kilkadziesiąt groszy. Decyzja więc była jedna, robimy sami. Tak więc, znaleźliśmy w domu kawałek białej ściany, wziąłem aparat, założyłem gołą lampę i błyskając gdzieś po suficie wzięliśmy się do roboty. Zacznę może od końca, czyli jak Gosia robiła mi zdjęcia. Tak więc, wszystko jej ustawiłem i do dzieła. A że model ze mnie żaden, to mnie w tym wpisie nie będzie. Tyle o mnie, a teraz kilka słów o Gosi. Co by nie mówić, niby takie zdjęcia to banalna rzecz, ale na początku szło nam bardzo średnio. Wpadłem jednak na „genialny” pomysł i kazałem jej stanąć przed lustrem i niech tam sobie popatrzy na siebie i swoją mimikę, a to co jej się będzie podobało nie potem powtórzy na tle ściany. I taki trening był strzałem w 10, a w międzyczasie było sporo wygłupów i śmiechu, a że miałem aparat to zrobiłem trochę „słit foci”, które bardzo, a to bardzo lubię:

 No a potem wróciliśmy na ścianę, żeby zrobić zdjęcie właściwe, ale zanim nastąpił ten moment, to znów chwila wygłupów:

No a te zdjęcia właściwe trafiły do urzędu… a nie na blog.

Tak, że co mieliśmy zrobić, to zrobiliśmy, a przy tym było kilkanaście minut fajnej zabawy.