Archive for Styczeń, 2010

Paulina i Łukasz.

Styczeń 28, 2010

Paulina i Łukasz to para niesamowita. Już na pierwszym spotkaniu zarazili mnie uśmiechem, luzem, wielkim optymizmem, a przede wszystkim niesamowitą serdecznością. Zresztą nie tylko oni, ale także ich rodzice. To był jeden z tych ślubów, którego nie mogłem się doczekać i jestem bardzo szczęśliwy, że to właśnie ja fotografowałem w tym dniu. Jest jeszcze jedna rzecz, która powoduje, że Paulina i Łukasz są wyjątkowi, a mianowicie ogromne poczucie humoru, które powodowało, że np. na plenerze wielokrotnie musiałem odkładać aparat na bok, bo nie mogłem wytrzymać ze śmiechu.  Zresztą zawsze jak widzę nagłówek przychodzącego maila od Pauliny i Łukasza, to wiem, że za chwilę mogę wybuchnąć śmiechem. Tak też było kiedy dostałem od nich maila z jednym mocnym dowcipem (treść zdecydowanie dozwolna od 18 lat) :

  Rano, w pracy, przy kawie rozmawiają dwie koleżanki:
– jak tam Twój wczorajszy sex?
– beznadzieja… mąż przyszedł do domu, w 3 minuty zjadł obiad, potem 4 minuty bzykania i po dwóch minutach spał… A u Ciebie?
-no u mnie rewelacja mąż przyszedł do domu, zabrał mnie na przepyszna romantyczną kolację, potem przez godzinę wracalismy do domu spacerkiem przez miasto, potem świece i godzina zajebistej gry wstępnej, potem godzina zajebistego sexu a na koniec wyobraź sobie, ze godzinę rozmawialiśmy bajka po prostu !!
W tym samym czasie rozmawia ze soba dwóch kolegów…
-jak tam Twój wczorajszy sex?
-nie no zajebiscie ! przychodze do domu, obiad na stole; zjadlem, wybzykałem, zasnąłem ! A u Ciebie?
-kurwa, u mnie beznadzieja…Przychodzę, nie ma prądu bo zapomniałem zapłacić za rachunek, zabrałem wiec gdzieś starą na kolację, żarcie beznadziejne, było kurwa tak drogo, że nie starczyło mi na taksówkę powrotna i musiałem zapierdalac do domu na piechotę. Przychodzimy – kurwa przecież nie ma prądu,więc znowu te cholerne świece !! byłem tak wkurzony, że najpierw przez godzinę nie mógł mi stanąć a potem kurwa przez godzinę nie mogłem się spuścić. na to wszystko tak sie wkurwiłem, że przez godzinę jeszcze usnąć nie mogłem !!!

Wróćmy jednak do dnia ślubu. Fotografowanie zacząłem praktycznie od błogosławieństwa, choć udało mi się zrobić kilka zdjęć przed zarówno u Pauli jak i u Łukasza. Ceremonia miała miejsce w kościele garnizonowym w Kielcach, gdzie jest bardzo niestandardowe wejście na chór. A mianowicie, żeby się tam dostać, trzeba wyjść na dach kościoła i po wąskiej kładce na dachu przejść do części, gdzie znajduje się chór. Wesele odbyło się z kolei w Dworku Staropolskim w Kielcach, gdzie przez cały czas parkiet był zapełniony praktycznie do ostaniego miejsca, a wszyscy bawili się bardzo żywiołowo i spontanicznie.  A tak to leciało:

   

  

 

 

 

 

 

 

Tak, w końcu udało mi się skonczyć modernizację jak i aktualizację mojej strony www.marcinkowalczyk.com. Został dodany ekran startowy, zmieniony wygląd, ale przede wszystkim zostały zaktualizowane galerie.

Na początku miało być czarno, elegancko i tak było…, ale było troche za smutno, pogrzebowo, a nie slubnie. Tak więc zmieniłem wygląd strony na jasny i tak już zostało do końca. Na stronie nie ma flashowym fajerwerków, nie ma dekoracji, nie ma elementów robiacych wrażenie, nie ma rozbudowanego i skomplikowanego menu. Miało być prosto, przejrzyście i czytelnie i mam nadzieję, że mi się udało.

Na stronie zamieściłem tylko i wyłącznie galerie ślubne podzielone tematycznie na przygotowania, ślub, wesele i plener. W każdej z galerii jest duuużo zdjęć i nie są one małe, tak że z góry przepraszam użytkowników laptopów za pewne niedogodnosci w przeglądaniu zdjęć. Tak samo proszę o trochę cierpliwości podczas ładowania się zdjęć.

Jeśli ktokolwiek miałby jakieś problemy, z otwarciem strony, oglądaniem zdjęć, nawigacją, coś by się nie wyświetlało, to bardzo proszę o wszelkie takie informacje, a w jak najszybszym czasie będe starał się usunąć niedogodności i błędy.

A poniżej kilka zrzutów ekranu z nowej strony (niestety nie mam dla porównania screena starej strony).

ekran startowy:

strona główna:

podstrona z galeriami fotografii: