Archive for Czerwiec, 2011

Ostatnio trendy są horrendalnie drogie aparaty m-ki Leica, różne iPhony, iPady i inne wynalazki, a ja tymczasem co jakiś czas wyjmuję z szafy coś co w sumie jest już fotograficznym zabytkiem, coś co przy aparatach, których używam na co dzień jest małą, lekką i bardzo poręczną „wydmuszką”, coś co kiedyś pozwoliło, umożliwiło mi i dzięki czemu nauczyłem się robić jako takie zdjęcia, coś co darzę ogromnym sentymentem i nigdy nie sprzedam, czyli moja pierwsza cyfrowa lustrzanka Canon 350d z obiektywem 50/1.8 (piszę „pierwsza cyfrowa”, bo kiedyś miałem jeszcze analogowego Zenita). I wbrew panującym trendom, co jakiś czas do celów zupełnie prywatnych używam sobie tego zestawiku. I co? i da się tym robić zdjęcia !!! Tak sobie myślę, czy w danej chwili i w danych okolicznościach (zdjęcia ze spaceru poniżej) mając powiedzmy z 15 razy droższy zestaw Canon 5d2 z obiektywem 50/1.2L czy 85/1.2L zrobiłbym lepsze zdjęcia? Może i tak, ale nie wykluczone też, że nie. W każdym bądź razie z tych zdjęć jestem osobiście bardzo zadowolony.

Było kilka słów o sprzęcie, a teraz kilka słów o zdjęciach.

W natłoku pracy przy zdjęciach ślubnych, dzisiaj z lekkim przerażeniem zorientowałem się, że Bartek ma coraz mniej zdjęć, a praktycznie nie ma ich wcale. Wpadłem na pomysł, żeby zrobić mu (i nam z nim oczywiście) zdjęcia w polu pełnym maków, ale jakoś tak wszystko w dzisiejszym dniu układało się na przekór, że w końcu tam nie dojechaliśmy, a co gorsze, nawet nie wybraliśmy się. Za to już przed wieczorem z Gosią i Bartkiem wybraliśmy się zupełnie gdzie indziej i w innym celu (mając właśnie 350d przy okazji i zupłenie niezamierzenie w samochodzie), a przy okazji zrobiliśmy sobie prawie godzinny spacer w świetle zachodzącego słońca po Kielcach. Tak, tak, na tych zdjęciach to są właśnie Kielce, a ściślej ok. 2 kilometry w linii prostej od ścisłego centrum Kielc. Fajne klimaty, co? Pewnie, że fajne !!! Cisza, spokój, śpiew ptaków, głosy bażantów, owadów i wszelakiego innego ptactwa i nie ptactwa zamieszkującego łąki i pola, pozwoliły naprawdę odprężyć się trochę, zapomnieć o pracy, a przede wszystkim spędzić czas razem i tylko ze sobą. Bartek wybiegał się i wyszalał, a przy okazji udało mi się go czasem upolować i zatrzymać w kadrze, co widać poniżej. Tak, że zupełnie nieoczekiwanie zrobiliśmy sobie i fajny spacer i fajne zdjęcia.

A i muszę pochwalić Gosię, za to że zrobiła mi świetne zdjęcia z Bartkiem.

Martynę i Szymona poznałem jakieś 2 lata temu na jednym ze ślubów, a za nieco ponad 2 miesiące sami będą przysięgali sobie miłość, wierność… i takie tam podobne rzeczy. A póki co, to nie tak dawno temu zrobiliśmy mini sesję narzeczeńską. A dlaczego mini? Ponieważ po dosłownie kilku zdjęciach dość mocny deszcze skutecznie wybił nam z głowy dalsze robienie zdjęć i przenieśliśmy się, a raczej przybiegliśmy do mieszkania Szymka i Martyny. A kiedy po pewnym czasie przestało w końcu padać i z racji ograniczeń czasowych dokończyliśmy zdjęcia pozostając już tylko w najbliższym otoczeniu. Obiecaliśmy sobie jednak, że wszystko nadrobimy podczas pleneru po ślubie. I powiem szczerze, że nie mogę się już doczekać…

W tym miejscu muszę nadmienić, że Martyna sama też fotografuje i robi to naprawdę świetnie. Zresztą wykonywane przez Nią zdjęcia portretowe kobiet można, a nawet trzeba obejrzeć na jej stronie www.martynakucharczyk.com.

Bardzo dobrą robotę wykonała także wizażystka Agnieszka Załęcka, która zrobiła Martynie dyskretny makijaż świetnie podkreślający jej urodę.

A tymczasem trochę moich zdjęć z Martyną i Szymonem w rolach głównych: